Rozdział III
I
Lady Liddell,
wygląda Pani bardzo zjawiskowo w tym płaszczu
od panienki Rosemary, a ta koszula, którą teraz ma Pani na sobie,
od panienki Rosemary, a ta koszula, którą teraz ma Pani na sobie,
wygląda równie fantastycznie na Pani sylwetce, co wspomniany płaszcz.
Mam nadzieję, że prezent, który dołączyłem, się Pani podoba i będzie go Pani nosiła.
Nie podoba mi się tylko to, że Pani zaczęła pracować z policją.
Czy chce mnie Pani przymknąć, Panno Liddell?
Czy chce mnie Pani przymknąć, Panno Liddell?
— Kuba.
Patrząc na list i bransoletkę, która była dołączona do listu, leżała skulona na łóżku. To był czwarty list w ciągu dwóch tygodni. Nie miała pojęcia, w jaki sposób ją obserwował. Na zewnątrz nie było możliwe, by ją rozpoznał, bo zakładała kaptur i chodziła ze spuszczoną głową. W środku wszystkie zasłony były zaciągnięte. Nikt nowy nie przychodził, jedynie Taylor z Illustrated London przyszedł raz na herbatę. Frederick, widząc zachowanie jego przyjaciółki, wypytywał o to, co się dzieje, ale ona tylko uśmiechała się i mówiła, że wszystko z nią w porządku. Juliet z kolei zaproponowała, by kobieta umówiła się z psychologiem. Wtedy tylko krzyknęła, że nawet nie ma takiej opcji.
Usiadła i dalej wpatrywała się w bransoletkę. Jej palce były wplątane w czarne włosy, a wzrok zmęczony. Wkrótce usłyszała pukanie do drzwi sypialni. Odwróciła głowę w ich stronę i kiedy pozwoliła na wejście, do pokoju weszła Juliet.
— Kolejny list — odparła, wzdychając.
— Może pora powiedzieć o nich Frederickowi? — powiedziała, siadając obok niej na łóżku.
Położyła rękę na jej ramieniu i zaczęła czytać list. Westchnęła, odsuwając się od kobiety. Zmierzyła ją wzrokiem i spuszczając wzrok, przygryzła wargę i ścisnęła uda.
— Wiesz co? Najchętniej zapomniałabym o tym wszystkim. Albo chciałabym chociaż jedną noc o tym nie myśleć.
— Mówisz? — spytała, a Alice kiwnęła głową. — No i cudownie! Ubieraj się, idziemy na browara!
— Co?
— Albo co tam wolisz pić. No weź. Dzieciaki śpią, możesz teraz wyjść.
Kobieta przewróciła oczami, ale zgodziła się. Juliet wyszła z jej pokoju, dając się jej przebrać. Poszła do swojej sypialni i zamykając drzwi, oparła się o nie, a potem przebrała w coś, w czym będzie jej wygodnie. Kiedy zeszła na parter, kobieta zakładała kaptur na głowę i wyjmowała klucze z kieszeni. Po zapytaniu, czy mogą już iść, kiwnęła głową i wyszły z sierocińca.
II
Usiadły przy barze, zamawiając alkohol. Alice zamówiła wino, a Juliet, ku jej zdziwieniu, czystą. Zawsze myślała, że dziewczyna woli wino, ewentualnie piwo, ale zobaczyła, że pije gorzałę ze smakiem, nawet się nie krzywiąc i stwierdziła, że nierzadko musiała popijać, kiedy pracowała w Mangled Mermaid.
— Widziałam, że dostałaś bransoletkę. Od Kuby? — zapytała się, wypijając kolejny kieliszek czystej. Alice kiwnęła głową. — Romantycznie.
— Nawet nie żartuj. — Spojrzała na kieliszek wina, uśmiechając się pod nosem. — Może byłoby romantyczne, gdyby nie przysłałby mi jej psychopata.
— Zależy mu na tobie. — Zachichotała. — Ciekawe, skąd cię zna.
— I skąd wie, że wolę srebro od złota.
— Niedługo przyśle ci pierścionek zaręczynowy. Albo niezwykle kunsztowną bieliznę.
Wybuchły śmiechem i napiły się w tym samym momencie. Nagle do Juliet podszedł młody chłopak, prosząc ją do tańca. Zgodziła się, a czarnowłosa obserwowała, jak okręcał dziewczynę na parkiecie, chichocząc lub wybuchając śmiechem. Kiedy już dopijała swoje wino, podziękowali sobie za taniec, a Juliet usiadła z powrotem przy kobiecie, wypijając dwa kieliszki wódki.
— Trzeba przyznać, że nieźle ukrywasz swoją orientację — pochwaliła, patrząc na rudowłosą kątem oka.
— Miesiące przebywania wśród mężczyzn, przy których musiałam udawać „normalną” zrobiły swoje. Poza tym, gdyby Crugremann dowiedziała się, że jestem homoseksualna, to wywaliłaby mnie już dawno — odparła, stukając paznokciami o kieliszek. — Cieszę się, że znalazłam taką przyjaciółkę, która mnie akceptuje taką, jaką jestem i nie przeszkadza jej moja orientacja.
III
Był to środek dnia, kiedy Alice odsypiała nieprzespaną noc i... kaca. Juliet, od której w ciągu nocy napiła się nieco wódki, spała na sofie pod ścianą w jej gabinecie. Panowała cisza i spokój, dopóki do gabinetu nie wparował Woodstone wraz z Abberline'em.
Alice podniosła niemrawo głowę, a Juliet spadła z sofy. Charlie zaśmiał się cicho i podszedł do Rosemary, by pomóc jej wstać, a Abberline przywitał się ze skacowaną Alice, która ledwo patrzyła na oczy.
— No to teraz przyznać się, ile wypiłyście? — zażądał Abberline.
— Dwa wina — odparła Liddellówna.
— I półtorej setki — jęknęła Juliet, którą Charlie sadzał na sofie.
— Nieźle zabalowałyście. Jak na was. Ciekawe dlaczego.
— Po co przyjechałeś? — spytała, mrużąc oczy.
— Mamy dzisiaj wolne, więc stwierdziłem, że wpadnę na stare śmieci — odparł Charlie, siadając przed dyrektorką. — Chociaż nie wyglądają już jak śmieci. Odrestaurowałaś to dość zacnie.
Patrząc na list i bransoletkę, która była dołączona do listu, leżała skulona na łóżku. To był czwarty list w ciągu dwóch tygodni. Nie miała pojęcia, w jaki sposób ją obserwował. Na zewnątrz nie było możliwe, by ją rozpoznał, bo zakładała kaptur i chodziła ze spuszczoną głową. W środku wszystkie zasłony były zaciągnięte. Nikt nowy nie przychodził, jedynie Taylor z Illustrated London przyszedł raz na herbatę. Frederick, widząc zachowanie jego przyjaciółki, wypytywał o to, co się dzieje, ale ona tylko uśmiechała się i mówiła, że wszystko z nią w porządku. Juliet z kolei zaproponowała, by kobieta umówiła się z psychologiem. Wtedy tylko krzyknęła, że nawet nie ma takiej opcji.
Usiadła i dalej wpatrywała się w bransoletkę. Jej palce były wplątane w czarne włosy, a wzrok zmęczony. Wkrótce usłyszała pukanie do drzwi sypialni. Odwróciła głowę w ich stronę i kiedy pozwoliła na wejście, do pokoju weszła Juliet.
— Kolejny list — odparła, wzdychając.
— Może pora powiedzieć o nich Frederickowi? — powiedziała, siadając obok niej na łóżku.
Położyła rękę na jej ramieniu i zaczęła czytać list. Westchnęła, odsuwając się od kobiety. Zmierzyła ją wzrokiem i spuszczając wzrok, przygryzła wargę i ścisnęła uda.
— Wiesz co? Najchętniej zapomniałabym o tym wszystkim. Albo chciałabym chociaż jedną noc o tym nie myśleć.
— Mówisz? — spytała, a Alice kiwnęła głową. — No i cudownie! Ubieraj się, idziemy na browara!
— Co?
— Albo co tam wolisz pić. No weź. Dzieciaki śpią, możesz teraz wyjść.
Kobieta przewróciła oczami, ale zgodziła się. Juliet wyszła z jej pokoju, dając się jej przebrać. Poszła do swojej sypialni i zamykając drzwi, oparła się o nie, a potem przebrała w coś, w czym będzie jej wygodnie. Kiedy zeszła na parter, kobieta zakładała kaptur na głowę i wyjmowała klucze z kieszeni. Po zapytaniu, czy mogą już iść, kiwnęła głową i wyszły z sierocińca.
II
Usiadły przy barze, zamawiając alkohol. Alice zamówiła wino, a Juliet, ku jej zdziwieniu, czystą. Zawsze myślała, że dziewczyna woli wino, ewentualnie piwo, ale zobaczyła, że pije gorzałę ze smakiem, nawet się nie krzywiąc i stwierdziła, że nierzadko musiała popijać, kiedy pracowała w Mangled Mermaid.
— Widziałam, że dostałaś bransoletkę. Od Kuby? — zapytała się, wypijając kolejny kieliszek czystej. Alice kiwnęła głową. — Romantycznie.
— Nawet nie żartuj. — Spojrzała na kieliszek wina, uśmiechając się pod nosem. — Może byłoby romantyczne, gdyby nie przysłałby mi jej psychopata.
— Zależy mu na tobie. — Zachichotała. — Ciekawe, skąd cię zna.
— I skąd wie, że wolę srebro od złota.
— Niedługo przyśle ci pierścionek zaręczynowy. Albo niezwykle kunsztowną bieliznę.
Wybuchły śmiechem i napiły się w tym samym momencie. Nagle do Juliet podszedł młody chłopak, prosząc ją do tańca. Zgodziła się, a czarnowłosa obserwowała, jak okręcał dziewczynę na parkiecie, chichocząc lub wybuchając śmiechem. Kiedy już dopijała swoje wino, podziękowali sobie za taniec, a Juliet usiadła z powrotem przy kobiecie, wypijając dwa kieliszki wódki.
— Trzeba przyznać, że nieźle ukrywasz swoją orientację — pochwaliła, patrząc na rudowłosą kątem oka.
— Miesiące przebywania wśród mężczyzn, przy których musiałam udawać „normalną” zrobiły swoje. Poza tym, gdyby Crugremann dowiedziała się, że jestem homoseksualna, to wywaliłaby mnie już dawno — odparła, stukając paznokciami o kieliszek. — Cieszę się, że znalazłam taką przyjaciółkę, która mnie akceptuje taką, jaką jestem i nie przeszkadza jej moja orientacja.
III
Był to środek dnia, kiedy Alice odsypiała nieprzespaną noc i... kaca. Juliet, od której w ciągu nocy napiła się nieco wódki, spała na sofie pod ścianą w jej gabinecie. Panowała cisza i spokój, dopóki do gabinetu nie wparował Woodstone wraz z Abberline'em.
Alice podniosła niemrawo głowę, a Juliet spadła z sofy. Charlie zaśmiał się cicho i podszedł do Rosemary, by pomóc jej wstać, a Abberline przywitał się ze skacowaną Alice, która ledwo patrzyła na oczy.
— No to teraz przyznać się, ile wypiłyście? — zażądał Abberline.
— Dwa wina — odparła Liddellówna.
— I półtorej setki — jęknęła Juliet, którą Charlie sadzał na sofie.
— Nieźle zabalowałyście. Jak na was. Ciekawe dlaczego.
— Po co przyjechałeś? — spytała, mrużąc oczy.
— Mamy dzisiaj wolne, więc stwierdziłem, że wpadnę na stare śmieci — odparł Charlie, siadając przed dyrektorką. — Chociaż nie wyglądają już jak śmieci. Odrestaurowałaś to dość zacnie.
— Dziękuję — powiedziała nieprzytomnie.
— Freddy — odezwała się Juliet. — Musimy porozmawiać.
— Juliet — kobieta skarciła ją. — Masz mu nie mówić!
— O czym? — odparł, nie zwracając uwagi na krzyki jego starszej przyjaciółki.
IV
Kiedy Alice zeszła na parter, czując się nieco lepiej, zobaczyła wściekłego Abberline'a, który stał przed oknem. Wcześniej już zdążyła opieprzyć o to Juliet, ale słusznie myślała, że z Frederickiem nie będzie łatwo, szczególnie udobruchać go.
— Dlaczego nie powiedziałaś mi, że ten psychopata cię prześladuje? — spytał patrząc na okno.
— Mógłbyś zasłonić to okno?
— Nie, Alice. — Odwrócił się podchodząc do niej. — Nawet nie wiesz, jak bardzo się o ciebie martwię, a ty robisz takie rzeczy.
— Wyznaj mi może jeszcze, że mnie kochasz.
Popatrzył na nią wymownym wzrokiem. Otworzył usta, chcąc coś powiedzieć, ale znów po prostu na nią popatrzył.
— Nie wierzę.
— Zresztą nieważne. Daj się złapać rozpruwaczowi i stwórzcie cudowną rodzinkę.
— Nie jestem zainteresowana. — Wyprostowała się. — Kłótnią z tobą również, więc jeżeli nadal masz zamiar strzelać fochy, to wyjdź.
I jak powiedziała, tak zrobił. Odszedł bez zbędnego komentarza, zostawiając ją w ciężkim szoku.




Ha! Fredzio się zabujał 😎😎😎 wiedziałam, że tak będzie.
OdpowiedzUsuńAlice, nie udawaj, że tobie nie zależy.
Ja tam dalej twierdzę, że Fredzio to Rozpruwacz 😂😂
Ale się narąbały 😂 trzeba byko tyle pić? Haha.
Fredzio zły, a nawet wściekły . No cóż. Tajemnice to normalne w tym opku.
Świetny rozdział!
Czekam na następny!
Less
Hejka, wrócę na dniach, jak tylko nadrobię historię.
OdpowiedzUsuńBuziaki, Leah